Następnego dnia, gdy wszyscy trochę ochłonęli, zaczęły się przesłuchiwania. Ja poszłam na pierwszy ogień, następnie byli rodzice zamordowanej oraz moi. Przesłuchano wszystkich uczestników imprezy ale nikt tak na prawdę nie wiedział co się z nią stało. Chłopak, który zabawiał się z moją przyjaciółką nazywał się Krystian Szmal. Był tak schlany, że prawie nic nie pamiętał. Ja nic na to wszystko nie mogę poradzić. Rozpoczęto porządne śledztwo. Odciski palców, szukanie nasienia w ciele zmarłej. Niestety dużo wskazywało na Krystiana, ale coś mi się wydaje że to nie on.
Minął tydzien od tej straszliwej tragedii. Policja cały czas poszukiwała winnego. Mama Ani zmarła... mimo iż lekarze ją uratowali wtedy. Ojceci ani już zgiety, całkiem się złamał. Zabrali go do psychiatryka, ponieważ chciał popełnić samobójstwo. Napisał nawet list pożegnalny, który dano mi później do odczytania.
Droga Karolino!
Po przeczytaniu tego już mi było gorąco.
Straciłem moją jedyną córeczkę i ukochaną żonę. Zabijam się, bo chcę być z nimi. Pewnie myślisz, że mam ci za złe to, że poszłyście na tę imprezę. Kochana wiedz, że nie. Skąd miałyście wiedzieć o tym co miało się stać. Policja mi powiedziała że to musiało być zaplanowane już wcześniej. Szukają tego mordercy, ale to czy go znajda nie ma już dla mnie większego znaczenia. Chcę je mieć przy sobie. Satysfakcja z ukarania zbrodniarza nie satysfakcjonuje mnie.
Nie rozpisuje się więcej, bo nie chcę się wyżalać. To nie ma sensu jak moje życie.
Dziękuje ci za to, że byłaś dla naszej córki jak siostra.
Andrzej Koczyński
Ojciec Ani
Po przeczytaniu tego jeszcze bardziej wzięłam winę na siebie. Wiedziałam, że to ja ją namówiłam na te imprezę i to ja zostawiłam ją sama z obcymi ludźmi. Postąpiłam samolubnie idąc do łóżka z Adamem. Ja mam teraz jego. Chodzimy ze sobą, on wspiera mnie a ja jego. Tak straszliwie przejął się tym co się stało.
Mijał czas a śledztwo dochodziło do końca. Policja prawie była pewna kto dokonał zabójstwa. Były na ciele Ani jego odciski palców. Jego nasienie również. Ale to nic bo można by było powiedzieć, że po prostu się z nią przespał jak Krystian. Ten który był winny miał powody by ją zabić. Na imprezie był chłopak o imieniu Martin. Jego ojciec był Turkiem a matka Polką. Kiedyś zakochał się w Ani i zapytał się jej czy chce z nim chodzić. Niestety jej nie pasowało to że jest tylko w połowie Polakiem. Była rasistką i nie tolerowała ludzi innych narodów. Powiedziała mu wtedy:
-Spadaj na drzewo turecka małpo! Łazisz za mną od miesiąca jak cień. nie będę chodzić z jakimś brudasem.
Martin popłakał się i uciekł. Tę akcje widziała połowa szkoły. Dodatkowo ktoś to nagrał i wstawił na YouTube. Filmik rozszedł się po całej szkole. Marti był wyśmiewany i dręczony. Chłopak się załamał. Rodzice zdecydowali, że sprawę wniosą do sądu przeciwko temu, który opublikował ten film. Sprawa nie skończyła się do tej pory. A on wyprowadził się do innego miasta.
Ale powstało pytanie. Jak dowiedział się o imprezie? Kto go zaprosił? Obawiam się, że jego wspólnikiem był Karol. Ale policja nigdy tego nie dowiodła mimo iż im wspominałam o tym.
Ostatecznie martina skazano na 25 lat więzienia. Morderstwo ze szczególnym okrucieństwem i gwałt. Od morderstwa do sprawy w której został skazany minęły cztery miesiące.
Jakiś czas po tej rozprawie zauważyłam że strasznie przytyłam. Myślałam że to ze stresu, ale gdy przeglądałam diety w internecie olśniło mnie. Pomyślałam o jednym i się popłakałam. Nie mówiłam nic rodzicom przez następny miesiąc, bo nie byłam pewna, ale w końcu nadszedł czas.
-Mamo? Możemy pogadać?
-Oczywiście słoneczko.- Promieniście się uśmiechnęła i odłożyła książkę.- O co chodzi złotko?
-Bo jest taka sprawa...-Przerwałam i opuściłam wzrok na dół po czym się rozpłakałam.
Mama podeszła i mnie przytuliła.
-Ależ skarbie nie płacz. Powiec co się stało.
-Jestem w ciąży- Powiedziałam to krzycząc przez łzy. byłam pewna w stu procentach. Zrobiłam trzy testy ciążowe a brzuch miałam już dość duży by to się potwierdziło.
Mama rozdziawiła lekko usta ze zdziwienia, ale nie wyglądała na złą. Przytuliła mnie mocno i już o nic nie pytała. Siedziałyśmy tak chyba z pół godziny aż wszedł tata. Usłyszałam, że wchodzi po schodach i jak otwiera drzwi.
-Kochanie jestem!- wszedł do pokoju i jak tylko nas zobaczył na jego twarzy pojawiło się zmieszanie, przerażenie i smutek razem wzięte.- Co się stało?
-Karolina...- Mama przerwała bo nie wiedziała czy chcę aby tata wiedział. Spojrzałam na nią i lekkim kiwnięciem głowy dałam jej znak że może powiedzieć.
-Co Karolina?- zapytał zniecierpliwiony tata
-Karolina... jest w ciąży.- Ja znów się rozszlochałam, kiedy mama to powiedziała.
Tata zareagował tak samo jak mama. Rozdziawił usta i podbiegł do mnie by mnie przytulić. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam w jego oczach łzy.
Na następny dzień zdecydowałam, że pójdę do Karola i powiem mu o ciąży. Cały czas byliśmy ze sobą. Poszłam do niego na nogach, aby po drodze obmyślić jak mu to powiedzieć. Wiedziałam, że zrozumie... w końcu to jego dziecko.
Gdy doszłam do jego domu chwilę się zawahałam, ale w końcu zadzwoniłam. Ku mojemu zdziwieniu otworzył nie kto inny jak jego mama.
-Oh Aniu! Miło mi cie widzieć.
-Dzień dobry pani. Jest Karol?
-Jest, już go wołam.
-Nie nie, sama pójde do niego. Jest u siebie?
-Tak u siebie.
Przepuszcza mnie i wchodzę znów po tych piekielnych schodach. W dzień to wszystko wygląda elegancko a nie mrocznie. Jest tu tak czysto, a brak tańczącego tłumu nastolatków powoduje że cały dom wydaje się jeszcze większy. Przypominam sobie jak on prowadził mnie po tych schodach. Przeszłam korytarzem i doszłam do jego drzwi. Zapukała, otwarłam je i wsunęłam głowę. Stał już twarzą do drzwi.
-Karolina? A co ty tu robisz?
-Twoja mama mnie wpuściła.- Obdarzyłam go pięknym uśmiechem a on go odwzajemnił. Podeszliśmy do siebie i namiętnie się pocałowaliśmy. Odsunęłam się lekko od niego i spojrzałam mu w oczy. Dostrzegłam w jego spojrzeniu ogromne pożądanie. Mój uśmiech zniknął.
-Kochanie... musimy poważnie porozmawiać.
-Ty i poważna rozmowa? Niespotykane.- Zażartował sobie i znów chciał mnie pocałować. Odsunęłam się od niego jeszcze trochę i spojrzałam na niego z miną mówiącą "Nie teraz!"
-O co ci chodzi?- powiedział oburzony, że nie może mnie pocałować.
-Usiądźmy może.-Siadamy i pokazuje mi że mam mówić- Pamiętasz tę feralną noc gdy zginęła Ania?- Potaknął a ja mówiłam dalej.- Kochaliśmy się wtedy.
-Taaaak pamiętam kocie. Było nam tak bosko.
-Nie w tym rzecz.
-Nie rozumiem.... wciąż obwiniasz się o Jej śmierć? Nie mogłas wiedzieć. Przecież już mówiliśmy o tym.
-No tak ale o to też mi nie chodzi.- spojrzał się na mnie pytająco- Karol... ja... ja...-zawiesiłam się i spósciłam głowę.
-Powiesz mi w końcu?
-Ja jestem z tobą w ciąży.
Zatkało go. Otwarł szeroko oczy i usta. Zrobił się czerwony, zerwał się z łóżka i się zaczęło.
-Ty głupia kurwo!- Teraz to ja rozdziawiłam usta.- Ty pierdolona dziwko! Wskakujesz mi do łózka i teraz co?! Myślisz, że będę ci bachora wychowywał? Ty mi się nawet nie podobasz. Planowałem cie przelecieć w tym tygodniu i cię rzucić a ty przychodzisz do mnie z czymś takim?!
-A... a...a...ale...
-"Ale mówiłeś, że kochasz?" Jezu jaka ty naiwna! Byłaś moja zabawką... chodziłem z tobą dłużej, bo chciałem pokazać innym jaki jestem czuły. Żeby inne na mnie leciały.- Złapał powietrze i darł się dalej.- Przeleciałem w tym czasie nie jedną, nie dwie a ze dwadzieścia debilko!
-Ty gnoju!- Wydusiłam zdławionym głosem i się rozpłakałam.
-Nie becz mi tu! Wypierdalaj z mojego domu i więcej się nie pokazuj!- Wstałam a on mnie popchnal w stronę drzwi.- Idź się wypłakać w ramie przyjaciółeczki... a no tak ona już zdechła.
To był cios. Z płaczem wybiegłam z jego pokoju. Przebiegłam przez korytarz i zbiegając po schodach o mało co się nie przewróciłam. Jego mama to zauważyła.
-Karola co się stało?- Zapytało zatroskana.
Minęłam ją i wybiegłam z domu. Biegłam biegłam aż w końcu potknęłam się i wywróciłam. Leżałam przez chwilę na chodniku ciągle płacząc. Podjęłam decyzję. Wstałam i pobiegłam dalej. Po jakimś czasie. Kompletnie wyczerpana stanęłam obok mostu z którego zrzucono Anie. Klęknęłam i zaczęłam krzyczeć. Ludzie omijali mnie obojętnie. Wstałam i podeszłam na środek mostu. Stanęłam na barierce i powiedziałam "Aniu idę do ciebie". Wtedy chciałam skoczyć, gdy nagle ktoś pociągnął mnie do tyłu. Upadłam na plecy. Uderzyłam się w tył głowy i straciłam przytomność.
Obudziłam się w szpitalu. Spojrzałam na to wszystko dookoła. Zwykły pokój szpitalny. Wszędzie sprzęt wskazujący moje funkcje życiowe. Udało mi się odkryć i spostrzegłam że mój brzuch jest znacznie mniejszy. Zrozumiałam to w jednej sekundzie. Poroniłam.
Po miesiącu wypuścili mnie ze szpitala. Byłam po leczeniu psychiatrycznym. Wróciłam do domu i wzięłam do ręki ten zeszyt w którym właśnie pisze. Siedzę na łóżku od dwóch godzin i piszę to wszystko. Obok już naszykowałam sobie nóż. Za chwilę sięgnę po niego i spełnię to o czym myślałam od chwili wybiegnięcia z Jego domu.
Zostawię to i krótki list. Już go napisałam. Napiszę jego treść tutaj.
Mamo, tato!
Wiem, że moja śmierć was zaboli, ale proszę zrozumcie mnie. Mam dość życia. Zostałam potwornie zraniona. Robiliście co mogliście i za to wam dziękuję. Kocham was, ale nienawidzę siebie. Idę do nieba, do Ani i jej mamy. Do mojej nienarodzonej córeczki. Proszę nie obwiniajcie siebie za to. Adoptujcie jakąś małą dziewczynkę. Nie mam wam tego za złe. Dajcie jej miłość i pamiętajcie, że będę szczęśliwa jeśli wy będziecie. Jeszcze raz dziękuję wam za wszystko i żegnam się z wami.
Mam do was tylko jedną prośbę. Zeszyt który leży obok mnie, jest dla pokazania tego co się ze mną stało. Dopiszcie końcówkę. To moje pragnienie.
Jakiś czas po tej rozprawie zauważyłam że strasznie przytyłam. Myślałam że to ze stresu, ale gdy przeglądałam diety w internecie olśniło mnie. Pomyślałam o jednym i się popłakałam. Nie mówiłam nic rodzicom przez następny miesiąc, bo nie byłam pewna, ale w końcu nadszedł czas.
-Mamo? Możemy pogadać?
-Oczywiście słoneczko.- Promieniście się uśmiechnęła i odłożyła książkę.- O co chodzi złotko?
-Bo jest taka sprawa...-Przerwałam i opuściłam wzrok na dół po czym się rozpłakałam.
Mama podeszła i mnie przytuliła.
-Ależ skarbie nie płacz. Powiec co się stało.
-Jestem w ciąży- Powiedziałam to krzycząc przez łzy. byłam pewna w stu procentach. Zrobiłam trzy testy ciążowe a brzuch miałam już dość duży by to się potwierdziło.
Mama rozdziawiła lekko usta ze zdziwienia, ale nie wyglądała na złą. Przytuliła mnie mocno i już o nic nie pytała. Siedziałyśmy tak chyba z pół godziny aż wszedł tata. Usłyszałam, że wchodzi po schodach i jak otwiera drzwi.
-Kochanie jestem!- wszedł do pokoju i jak tylko nas zobaczył na jego twarzy pojawiło się zmieszanie, przerażenie i smutek razem wzięte.- Co się stało?
-Karolina...- Mama przerwała bo nie wiedziała czy chcę aby tata wiedział. Spojrzałam na nią i lekkim kiwnięciem głowy dałam jej znak że może powiedzieć.
-Co Karolina?- zapytał zniecierpliwiony tata
-Karolina... jest w ciąży.- Ja znów się rozszlochałam, kiedy mama to powiedziała.
Tata zareagował tak samo jak mama. Rozdziawił usta i podbiegł do mnie by mnie przytulić. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam w jego oczach łzy.
Na następny dzień zdecydowałam, że pójdę do Karola i powiem mu o ciąży. Cały czas byliśmy ze sobą. Poszłam do niego na nogach, aby po drodze obmyślić jak mu to powiedzieć. Wiedziałam, że zrozumie... w końcu to jego dziecko.
Gdy doszłam do jego domu chwilę się zawahałam, ale w końcu zadzwoniłam. Ku mojemu zdziwieniu otworzył nie kto inny jak jego mama.
-Oh Aniu! Miło mi cie widzieć.
-Dzień dobry pani. Jest Karol?
-Jest, już go wołam.
-Nie nie, sama pójde do niego. Jest u siebie?
-Tak u siebie.
Przepuszcza mnie i wchodzę znów po tych piekielnych schodach. W dzień to wszystko wygląda elegancko a nie mrocznie. Jest tu tak czysto, a brak tańczącego tłumu nastolatków powoduje że cały dom wydaje się jeszcze większy. Przypominam sobie jak on prowadził mnie po tych schodach. Przeszłam korytarzem i doszłam do jego drzwi. Zapukała, otwarłam je i wsunęłam głowę. Stał już twarzą do drzwi.
-Karolina? A co ty tu robisz?
-Twoja mama mnie wpuściła.- Obdarzyłam go pięknym uśmiechem a on go odwzajemnił. Podeszliśmy do siebie i namiętnie się pocałowaliśmy. Odsunęłam się lekko od niego i spojrzałam mu w oczy. Dostrzegłam w jego spojrzeniu ogromne pożądanie. Mój uśmiech zniknął.
-Kochanie... musimy poważnie porozmawiać.
-Ty i poważna rozmowa? Niespotykane.- Zażartował sobie i znów chciał mnie pocałować. Odsunęłam się od niego jeszcze trochę i spojrzałam na niego z miną mówiącą "Nie teraz!"
-O co ci chodzi?- powiedział oburzony, że nie może mnie pocałować.
-Usiądźmy może.-Siadamy i pokazuje mi że mam mówić- Pamiętasz tę feralną noc gdy zginęła Ania?- Potaknął a ja mówiłam dalej.- Kochaliśmy się wtedy.
-Taaaak pamiętam kocie. Było nam tak bosko.
-Nie w tym rzecz.
-Nie rozumiem.... wciąż obwiniasz się o Jej śmierć? Nie mogłas wiedzieć. Przecież już mówiliśmy o tym.
-No tak ale o to też mi nie chodzi.- spojrzał się na mnie pytająco- Karol... ja... ja...-zawiesiłam się i spósciłam głowę.
-Powiesz mi w końcu?
-Ja jestem z tobą w ciąży.
Zatkało go. Otwarł szeroko oczy i usta. Zrobił się czerwony, zerwał się z łóżka i się zaczęło.
-Ty głupia kurwo!- Teraz to ja rozdziawiłam usta.- Ty pierdolona dziwko! Wskakujesz mi do łózka i teraz co?! Myślisz, że będę ci bachora wychowywał? Ty mi się nawet nie podobasz. Planowałem cie przelecieć w tym tygodniu i cię rzucić a ty przychodzisz do mnie z czymś takim?!
-A... a...a...ale...
-"Ale mówiłeś, że kochasz?" Jezu jaka ty naiwna! Byłaś moja zabawką... chodziłem z tobą dłużej, bo chciałem pokazać innym jaki jestem czuły. Żeby inne na mnie leciały.- Złapał powietrze i darł się dalej.- Przeleciałem w tym czasie nie jedną, nie dwie a ze dwadzieścia debilko!
-Ty gnoju!- Wydusiłam zdławionym głosem i się rozpłakałam.
-Nie becz mi tu! Wypierdalaj z mojego domu i więcej się nie pokazuj!- Wstałam a on mnie popchnal w stronę drzwi.- Idź się wypłakać w ramie przyjaciółeczki... a no tak ona już zdechła.
To był cios. Z płaczem wybiegłam z jego pokoju. Przebiegłam przez korytarz i zbiegając po schodach o mało co się nie przewróciłam. Jego mama to zauważyła.
-Karola co się stało?- Zapytało zatroskana.
Minęłam ją i wybiegłam z domu. Biegłam biegłam aż w końcu potknęłam się i wywróciłam. Leżałam przez chwilę na chodniku ciągle płacząc. Podjęłam decyzję. Wstałam i pobiegłam dalej. Po jakimś czasie. Kompletnie wyczerpana stanęłam obok mostu z którego zrzucono Anie. Klęknęłam i zaczęłam krzyczeć. Ludzie omijali mnie obojętnie. Wstałam i podeszłam na środek mostu. Stanęłam na barierce i powiedziałam "Aniu idę do ciebie". Wtedy chciałam skoczyć, gdy nagle ktoś pociągnął mnie do tyłu. Upadłam na plecy. Uderzyłam się w tył głowy i straciłam przytomność.
Obudziłam się w szpitalu. Spojrzałam na to wszystko dookoła. Zwykły pokój szpitalny. Wszędzie sprzęt wskazujący moje funkcje życiowe. Udało mi się odkryć i spostrzegłam że mój brzuch jest znacznie mniejszy. Zrozumiałam to w jednej sekundzie. Poroniłam.
Po miesiącu wypuścili mnie ze szpitala. Byłam po leczeniu psychiatrycznym. Wróciłam do domu i wzięłam do ręki ten zeszyt w którym właśnie pisze. Siedzę na łóżku od dwóch godzin i piszę to wszystko. Obok już naszykowałam sobie nóż. Za chwilę sięgnę po niego i spełnię to o czym myślałam od chwili wybiegnięcia z Jego domu.
Zostawię to i krótki list. Już go napisałam. Napiszę jego treść tutaj.
Mamo, tato!
Wiem, że moja śmierć was zaboli, ale proszę zrozumcie mnie. Mam dość życia. Zostałam potwornie zraniona. Robiliście co mogliście i za to wam dziękuję. Kocham was, ale nienawidzę siebie. Idę do nieba, do Ani i jej mamy. Do mojej nienarodzonej córeczki. Proszę nie obwiniajcie siebie za to. Adoptujcie jakąś małą dziewczynkę. Nie mam wam tego za złe. Dajcie jej miłość i pamiętajcie, że będę szczęśliwa jeśli wy będziecie. Jeszcze raz dziękuję wam za wszystko i żegnam się z wami.
Mam do was tylko jedną prośbę. Zeszyt który leży obok mnie, jest dla pokazania tego co się ze mną stało. Dopiszcie końcówkę. To moje pragnienie.
Kocham Was
Karolina
To treść tego listu. Tu zostawiam już miejsce dla rodziców. Żegnam się ze światem.
Jest 27 grudnia. W końcu zdecydowaliśmy się dopisać na życzenie naszej córki końcówkę opowieści.
Karolina popełniła samobójstwo. Pocięła sobie całe ciało po czym wbiła nóż w serce. Lekarz sądowy stwierdził zgon po kilku minutach. Odnaleźliśmy ją w pokoju około godziny 20. Zmarła o godzinie 19 12listopada. Spóźniliśmy się o tak nie wiele. Nasz córka wbijając nóż sobie w serce wbiła go również nam. Dziś nie ma jej na świecie, tak jak jej dziecka, przyjaciółki i jej matki.
Zgodnie z sugestią córki adoptowaliśmy 5letnią Justynkę. Zastępuje nam Karolinkę ale to nie to samo. To koniec tej smutnej historii.
Podpisali rodzice Karoliny
Aneta i Paweł Witeccy.
