sobota, 10 sierpnia 2013

"Ucieczka"

Trzecia w nocy a ja znów nie mogę spać. Kręcę się po łóżku. Próbuję wszelkich pozycji do spania, ale każda jest zła. Nie wytrzymuję i wstaję. Chodzę po pokoju jak naelektryzowana. Kładę się na podłodze i wstaje, powtarzam tą czynność kilka razy... może się zmęczę. Nic to nie daje. Wychodzę z pokoju i wchodzę po kolei do każdego pokoju. Pokój rodziców jest pusty, brata też. Jestem sama, jak zwykle. Ojciec teraz pewnie zabawia się z którąś ze swoich dziwkowatych koleżanek z pracy a matka zalewa smutki w barze pięć ulic dalej. Brat wyjechał z tego psychopatycznego domu 5lat temu. A ja jako piętnastolatka muszę się męczyć do osiemnastki. Nie. Nie będę tego dłużej znosić. Muszę stąd uciec. Wbiegam do pokoju i się ubieram. Spodnie, ulubioną koszulka z BVB i glany. Biorę plecak i wkładam drugie spodnie, dwie koszulki, bieliznę i bluzę. Schodzę na dół i z kuchni zabieram jakieś żarcie. Klucze? Mam, tak jak komórkę i ładowarkę. Zatrzaskuję drzwi i zakopuje klucze w ziemi. Idę ulicą w przeciwnym kierunku od baru, w którym jest matka. Nie boję się, w końcu jak ktoś mnie zaatakuje to dziabnę go nożem.
Przeszłam jakieś cztery kilometry. Ktoś za mną idzie. Nie obrócę się, bo wyczuje że się boję. Cholera! Ja się boję? Wkładam rękę do kieszeni i... pusta! Nie wzięłaś idiotko noża! Czuję spojrzenie tego kogoś na sobie. Skręcam w pierwszą ulicę na lewo. Szlag by go! Idzie dalej za mną i jest coraz bliżej. Znów skręcam tym razem w prawo. Jest! Udało się! Poszedł sobie. Idę dalej trochę spokojniejszym krokiem, obracam się i widzę że on stoi na początku ulicy oparty o latarnie. Co jest? Idę dalej i co chwilkę się obracam. Jest tam cały czas tak samo nonszalancko oparty. Okręcam głowę i staje jak wryta. Kilka metrów przede mną stoi facet podobnie oparty. Spogląda w moją stronę. Co on ma w ręce? Błysło... to nóż. Zaczynam się cofać a on idzie w moją stronę. Obracam głowę i widzę że ten drugi też idzie, ale nie jest sam. Idzie z nim jakiś wysoki facet. czego oni chcą?! Po drodze nie było poprzecznych ulic, w które mogłabym wejść. Jestem zgubiona. Próbować walczyć? To bez sensu... lepiej się poddać. W tej sytuacji nawet glany mi nie pomogą. Staję i czekam chwilkę, są coraz bliżej. Siadam na ziemi przy plocie i zaczynam płakać. W jednym momencie podchodzą do mnie wszyscy. Podnoszę wzrok i widzę trzech facetów koło 23lat. Patrzą na mnie łakomie i się śmieją. Płacze coraz bardziej a jeden z nich kuca i chwytając mnie mocno pod brodę mówi:
-Co jest mała?-przerwał czekając na odpowiedź- Czego ryczysz?!
i popchnął mnie na chodnik. Zaczęłam się podnosić powoli, ale upadam z powrotem na ziemie przyciskana butem. Inny łapie mnie za włosy i zadziera moją głowę do góry. Patrzy na mnie i mówi:
-Jest moja panowie.
Wyciąga strzykawkę i wbija mi ją w szyję. Czuje jak odlatuję... ciemność.

2 komentarze:

  1. Cudo, czekam na więcej notek <3!

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz mam bardzo mało czasu. Jak tylko znajdę chwilkę to napiszę kolejne opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń