niedziela, 5 stycznia 2014

"Clava: Samotność to taka straszna trwoga"

     Dla wielu samotnych ludzi każdy wieczór wygląda podobnie. Oglądanie telewizji, czytanie książki czy rozmyślanie. Nie ważne co robisz, zawsze masz w głowie jedną myśl. Jestem samotny. Tak samo było z życiem Wioletty. Odkąd skończyła liceum i wyprowadziła się od rodziców wiodła samotne życie. Nie spotykała się ze znajomymi czy rodziną. Była po prostu sama. Mieszkała w swoim domu, małym i przytulnym, ale to tylko pozory. Domek na obrzeżach miasta, perfekcyjny ogródek, spokój i cisza. Czego więcej chcieć?
     Co wieczór Wioletta siedziała w swoim sanktuarium. Jej dom był mały, ale zmieściły się w nim: kuchnia, salon, sypialnia, łazienka i jeszcze jeden pokój. W wolnym pokoju stworzyła swoją samotnię. Ściany były pomalowane na czarno, stół i krzesło były również w tym kolorze, dookoła stały wysokie świeczniki a na nich czarne świece. Na stole zawsze leżał czarny zeszyt, czarny długopis i czarna świeca. Ten pokój nie pasował do wystroju reszty domu, w którym królowały kolory ciepłe, tak jak nie pasowała do niego właścicielka.
     Już w gimnazjum Wioletta była nazywana "Mroczną Panią", "Złem", "Dzieckiem Szatana" czy  zwykłym "Satanistą". Wszystkie te przezwiska pasowały do jej wyglądu. Ubierała się cała na czarno, malowała bardzo mocno oczy i usta, oczywiście na czarno. Nauczyciele zwracali uwagę, straszyli, wstawiali nagany, dzwonili po rodziców, ale nic to nie zmieniło.
     Ludzie widzieli tylko jej wygląd a do wnętrza nikt nie zajrzał. Nie pytali jej jak się czuję. Nie pytali czy coś się stało. Nigdy o nic nie pytali. Nawet rodzice stali się obojętni w stosunku do niej. Dziewczyna zamknęła się w sobie, stworzyła swój mały świat i czekała już tylko na śmierć. Ktoś pomyśli zbłąkana trzynastolatka, ale to wszystko ma swój powód. Jeszcze w podstawówce była całkiem normalna, niestety we wakacje wszystko się posypało. Umarła jej babcia, którą kochała nad życie. Załamała się i przestała wierzyć w cokolwiek. Płakała całe noce i dnie, aż w końcu postanowiła, że chce dołączyć do swojej babci tam w zaświatach. Ubrała się w swoją najładniejszą sukienkę, była ona czarna, pomalowała paznokcie na czarno i założyła czarną biżuterię. Nigdy tak się nie ubierała, nawet nie próbowała. Tego dnia zmieniła kolor włosów na czarny i poszła do kosmetyczki aby zrobiła jej perfekcyjny,  mroczny makijaż. Tak ubrana i wymalowana wyszła z domu. Zabrała ze sobą torebkę w której miała nóż, kartkę i długopis. Poszła do lasu. Las do którego weszła był ogromny, nigdy w nim nie była. Znalazła jakiś ciemny kąt, usiadła i z zimna krwią zaczęła pisać. Dziękowała, przepraszała, prosiła. Gdy brakło jej miejsca z jednej strony, obróciła kartkę, ale nie zaczęła pisać dalej. Coś przykuło jej wzrok, a raczej ktoś. Jakaś postać stała kilka metrów od niej i ją obserwowała. Zachowała spokój lecz jej serce waliło jak oszalałe. Sparaliżował ją strach, kiedy sylwetka ruszyła się w jej stronę. Spostrzegła, że to chłopak, wyglądał na siedemnaście, osiemnaście lat. Był dość wysoki a taki przynajmniej się wydawał z pozycji siedzącej. Szczupły, ale nie chudy. Miał długie czarne włosy i ciemny płaszcz. Kiedy zbliżył się na metr i zatrzymał można było zobaczyć że ma delikatną urodę. Chłopak nie odrywał od niej wzroku i uśmiechał się promieniście. To speszyło Wiolettę i spuściła głowę. On widząc, że dziewczyna zaczyna się trząść, podszedł do niej schylił się i wziął ją bez słowa na ręce. Dziewczyna zaczęła szlochać, ale nic nie powiedziała, tylko go objęła. Trzymała cały czas swoją torebkę i list a on po prostu zaczął iść przed siebie. Dziewczyna nie myślała o niczym, po prostu płakała mu w ramie.
     Po długiej wędrówce chłopak postawił ją na ziemi. Stali przed pięknym domem. Wiola spojrzała na niego pytająco a on znów się tylko uśmiechnął. Złapał ją za rękę i zaprowadził do domu. Było cicho i dość ciemno. Kiedy weszli puścił jej dłoń i zamknął za sobą drzwi. Obrócił się do niej i w końcu się odezwał.
-Jak masz na imię?
-Wioletta a ty?
-Kuba, ale mów na mnie Mortem
-Okej...Mortem? Dlaczego mnie tu zabrałeś?- zapytała Wioletta pełna zdziwienia.
-Nie mogłem dopuścić do twojej śmierci.
-Ale...
-Skąd wiedziałem? Przecież to po tobie widać i to z daleka.
-Tak?
-Tak. Może się czegoś napijesz?
-Nie dziękuję. Chyba już pójdę.
-Nie wpuszczę cię teraz.- Promiennie się uśmiechnął- No przecież cie upolowałem.
Wioletta nie mogła uwierzyć, to wszystko było takie surrealistyczne. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz