wtorek, 12 sierpnia 2014

"Clava: Ceremonia"

         Para weszła do piwnicy budynku, przez sprytnie zamaskowane trwą drzwi w ziemi. W klubie było jeszcze cicho i nie paliły się żadne światła. Można było dostrzec kilka postaci siedzących na ziemi, ale nic innego nie było widać.
-Usiądź gdzieś i nic nie mów.-Szepnął Mortem.
-Okej-Odszepnęła dziewczyna jak najciszej potrafiła.
        Cisza trwała a w między czasie pojawiło się kilka dodatkowych postaci. Nagle ktoś zapalił świeczkę, po tym ruchu każdy po kolei zapalił swoją świeczkę przed sobą. Wiola spojrzała w stronę Kuby, on też miał swoją czarną świecę. Jako, że nie kazał jej nic mówić rozglądała się po pomieszczeniu w którym się znajdowali. Mury były ze zwykłej czerwonej cegły, ale były brudne, jakby od sadzy. Pomieszczenie było dość puste jak na piwnice. Na boku stał jakiś stół ze świecami. W dwóch miejscach stały szafki. Oczywiście szafki, stół jak i świece były czarne. Z resztą tego można było się spodziewać. Wiola zaczęła drżeć ze strachu gdy przyjrzała się tym wszystkim ludziom. Byli ubrani na czarno, mieli czarne włosy, dziewczyny miały mocne makijaże. Co ja tu robię?- pomyślała wiola. Serce jej zamarło gdy zobaczyła taki sam pentagram jak w salonie Mortem'a. Wiedziała już na pewno kim są. Powstało jej w głowie pytanie, co chcą z nią zrobić.
           Po kilku kolejnych minutach ciszy postacie zaczęły wstawać, byli różnego wzrostu, różnego wieku, niektórzy ładni, inni wręcz przeciwnie. To wszystko zaczęło przerastać młoda dziewczynę, bo łatwo było zauważyć, że była tu najmłodsza. Gdy spostrzegła, że Mortem kiwa dłonią żeby wstała, szybko się podniosła. Ledwo stanęła na nogi a wszyscy patrzyli w jej stronę. Wioli zakręciło się w głowie, ale nie upadła. Jedna z kobiet wysunęła się przed grupę.
-Widzę, że mamy gościa.- powiedział zaskakująco miłym głosem.- Jak masz na imię młoda damo?
          Mortem w między czasie stanął obok swoich kolegów i również jak oni wpatrywał się w dziewczynę.
-W... W... W... Wioletta- powiedziała przerażona.
-Nie bój się moja droga, nic ci tu nie grozi. Ile masz lat?
-Trzynaście... skończone.
-Jesteś bardzo młoda.-Kobieta zamilkła na chwilę.- Jak się tu znalazłaś?
-Jakub mnie przyprowadził- powiedziała z wahaniem małolata.
-Mówisz o Mortem'ie?
-Tak.
-A jak się poznaliście?
-Emmm... poznałam go w lesie. Chciałam się zabić, ale on mi nie pozwolił i zabrał mnie do siebie. Zostałam u niego na noc a dzisiaj zaproponował mi spotkanie z jego znajomymi.
-Dlaczego chciałaś się zabić?- Zapytała ze zdziwieniem mroczna postać.
-Moja babcia zmarła i chciałam iść do niej.
-Ale ty nie trafiłabyś do babci, trafiłabyś do lepszego miejsca.
-Mortem mówił mi to samo. Ale skoro miałam trafić do fajnego miejsca, dlaczego nie pozwolił mi tam iść?
-Bo jesteś za młoda.
-No tak, ale...
         Kobieta podeszła i przyłożyła jej palec do ust w geście uciszenia. Dziewczynka już nic nie powiedziała.
-Jutro wrócisz do domu, natomiast dziś przygotujemy ceremonie.
-Jaką ceremonie?
-Chyba chcesz dołączyć do naszego klubu, czyż nie?
-Trochę się boję, jesteście starsi.
-Ja wiem, że ty jesteś gotowa.
-Jestem?
-Tak. To co zaczynamy?
-Eee... dobrze.
         Wszyscy zaczęli coś szykować. Podchodzili do szafek wyjmowali jakieś przedmioty i ubrania, jakby peleryny. Po chwili wszystko było gotowe. Wszystkie świece były już na stole wraz z innymi, które również odpalono. Wszyscy mieli już na sobie czarne peleryny z kapturami. Wszyscy stali w półkręgu przed stołem. Wiola stała cały czas w jednym miejscu. W miedzy czasie policzyła ile jest osób. Wyszło, że jest ich aż dwudziestu dziewięciu, ona będzie tą trzydziestą. Wszystko działo się tak szybko, dziewczyna już nie wiedziała czy się bać, czy zaufać im. Czyjaś ręka dotknęła ramienia dziewczyny a ta przestraszona aż podskoczyła.
- Już czas- powiedziała Flamini, bo tak nazywała się najstarsza z klubu.
         Wioletta potaknęła głową i ruszyła w stronę ołtarza. Kiedy stanęła na przeciw niego zauważyła, że tuż za nim na ścianie jest namalowany odwrócony krzyż. Już nic nie robiło na niej wrażenia. Flamini stanęła na przeciwko niej.
-Cofnij się Wioletto.- Powiedziała stanowczo po czym obróciła się w stronę krzyża.- Najwyższa pora zacząć nasze spotkanie.
-Panie! Władco jedyny!-Wszyscy zaczęli mówić równo, jak modlitwę, bo to była jakby modlitwa.- Zechciej przybyć na ucztę! Demony! Zawitajcie do nas! Czas na msze! Czas na msze! Czas na czarną msze!
-O Panie któryś jest tu z nami!- Zaczęła dumnie kapłanka- Przyjmij tę dziewczynę do kręgu swego, by mogła ci służyć i wielbić cię!
        Kobieta zamilkła i podeszła do stołu, na którym leżała księga i kielich, których Wiola nie zauważyła wcześniej. Gdy Flamini obróciła się w stronę dziewczyny trzymała grubą księgę. Zaczęła czytać.
-Silentium. Daemones perveniunt.Venit tenebris. Umbrae mortuus. Malum wins. Bonitas evanescit. De Satana! Hoc est momentum sanguis.
        Kapłanka odłożyła księgę i wzięła kielich. Podeszła do pierwszego z półkręgu, ten zaś nożem rozciął wewnętrzną stronę dłoni, odczekał chwile z zaciśniętą pięścią po czym wlał parę kropel krwi do kielicha. Każdy robił dokładnie to samo. Na samym końcu stał Mortem, po oddaniu krwi chwycił kielich by Flamini mogła wlać swojej. Kielich był do połowy pełny. Kobieta podeszła do dziewczyny z kielichem w jednej dłoni i nie używanym przez nikogo wcześniej nożem w drugiej. Nóż podała dziewczynie i pokazała jej swoją rękę, wtedy dziewczyna spojrzała na nią z przerażeniem. Gdy kobieta nie zareagowała Wiola wzięła nóż i rozcięła mocno dłoń. Syknęła z bólu a w jej oczach pojawiły się łzy. Serce waliło jej jak oszalałe, kiedy kapłanka podstawiła jej kielich. Było po wszystkim, pozostał tylko ból.
-Pij!-Powiedziała ostro kobieta.
        Dziewczyna rozdziawiła usta, a ta ostro na nią spojrzała i podstawiła krew pod nos. 
-Pij!-
        Wioletta zrozumiała, że nie wymiga się, a jak nie wypije spotka ją surowa kara a może nawet śmierć. Z obrzydzeniem na twarzy wzięła kielich i szybko bez wahania wypiła całość. Napój był okropny, jakby piła roztopiony metal. Kapłanka wzięła jej kielich i odstawiła na ołtarz, po czym szybko obróciła się z powrotem.
-Noś te szaty z szacunkiem-mówiąc to pokazała na pelerynę trzymaną przez jedną z członkiń- chwal Pana i nie lekceważ Demonów, inaczej ciemność cię odnajdzie.-Kobieta wzięła szatę i pomogła założyć ją Wioli. Po czym dodała- Wioletto, teraz jesteś jedną z nas. Będziesz nosić imię Immortalem, czyli Nieśmiertelna.
        Wiola odetchnęła z ulgą, bo wiedziała, ze to już koniec.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz