Opowiem wam pewną historię o dziewczynie. Była ona taka jak ja, zawsze się rozumiałyśmy i wspierałyśmy. Dziś klęczę przed jej grobem i piszę o niej. A wszystko zaczęło się tak niewinnie.
Pewnego razu wracałyśmy z imienin kolegi. Musiałyśmy iść na nogach, ponieważ ja rzekomo byłam u niej w domu a jej rodziców nie było... jak zwykle. Po drodze wpadłyśmy na głupi pomysł. Skręciłyśmy w przeciwną stronę, na zupełne odludzie, był tam tylko cmentarz i stary kościół w którym podobno straszy. Ominęłyśmy kościół i weszłyśmy przez płot na cmentarz. Muszę przyznać, było tam upiornie. Krążyłyśmy między grobami przez paręnaście minut a może kilka godzin, sama już nie wiem. Było fantastycznie! Otaczał nas mrok a ciszę rozcinała muzyka z jej telefonu. Mówiłam jej, że ma nie włączać bo jeszcze duchy obudzi a później obie się śmiałyśmy. Nawet najmniejsze dziecko wie, że to jest niemożliwe. W końcu znudziło nam się i położyłyśmy się na jednym z grobowców. Zasnęłam bardzo szybko, ale to nie był powód do szczęścia. Jak nigdy miałam koszmary. Śniło mi się, że z grobów wychodzą nieumarli i zabierają moją koleżankę. Wciągały ją pod ziemię, a kiedy podbiegałam i próbowałam ją chwycić budziłam się. I ten sen pojawiał się za każdym razem, kiedy ponownie zasypiałam.
Po ciężkiej nocy, kiedy już na dobre się rozbudziłyśmy opowiedziałam przyjaciółce co mi się śniło. Byłyśmy ciężko zdziwione kiedy okazało się, że śniłyśmy o tym samym, tylko ja widziałam to swoimi oczami a ona swoimi...

Świetna tematyka, klimat i wgl ^_^
OdpowiedzUsuń