W panice wybiegłyśmy z kościoła. Co sił w nogach pędziłyśmy do mojego domu. Po drodze ludzie obserwowali nas, peszyło mnie to i w pewnym momencie potknęłam się. Wylądowałam twarzą na chodniku a moja przyjaciółka nawet nie zauważyła, że nie ma mnie obok niej. Pobiegła dalej a ja nie mogłam się podnieść, byłam zmęczona i czułam jak krwawię. Krew spływała mi gdzieś z twarzy i z dłoni. Czułam coś na kolanie, ale nie zwracałam na to uwagi. Prawie nic nie słyszałam, byłam lekko ogłuszona od uderzenia o twarde podłoże. Usłyszałam tylko słowa jakiegoś mężczyzny, widziałam zarys jego ciała, a później była już tylko ciemność.
Obudziłam się... gdzieś, sama nie wiedziałam gdzie. Wszystko mnie bolało. Nie mogłam się poruszać. Wszystko wokół mnie było zamazane, istniał tylko jeden ciemny punkt. Mrugnęłam kilka razy i wzrok mi się wyostrzył. To był ten ksiądz, ale skąd on się tu wziął i gdzie ja do cholery jestem, to było jedyne co mi na myśl przyszło. Rozejrzałam się po pokoju w którym byłam. Cały biały, nawet aparatura do której, jak się okazało byłam podłączona, była biała. W pierwszym momencie na myśl przyszedł mi psychiatryk ale to nie było to. To zwykły szpital... ulżyło mi. Dumałam nad tym wszystkim jeszcze przez chwilę a później spojrzałam pytająco na tego starego i strasznego za razem kapłana.
- Miałaś szczęście.
- eym...-nie byłam w stanie mówić a miałam tyle pytań
Podszedł do mnie i połozył swój krzywy i pomarszczony palec na ustach mówiąc:
-Ciiiii! Nic nie mów. Nie męcz się, już ci wszystko wyjaśniam.
Skinęłam lekko głową a on zaczął mówić.
-Wybiegłyście z mojego kościoła i jak oszalałe uciekałyście przez miasto. Ty się wywróciłaś a twoja koleżanka pobiegła dalej. Przy upadku uderzyłaś głową o krawężnik, przez co straciłaś przytomność, dodatkowo złamałaś rękę i przebiłaś dłoń. Nogę masz lekko poobijaną, więc chodzić będziesz. Pewnie zastanawiasz się skąd ja to wiem. Hmmm pewnie nie uwierzysz, ale anioły mi powiedziały. To była twoja kara za obudzenie dusz z cmentarza. Mszczą się na waszej dwójce. Teraz będziesz mogła spać spokojnie, to koniec tego koszmaru... dla ciebie.
Okrecił się i podszedł do drzwi spokojnym krokiem. Powoli się obrucił, wraźnie zesmutniał. Przyciszonym głosem powiedział:
- Twoja przyjaciółka zaginęła. Policja podejrzewa porwanie, niestety ja obawiam się czegoś gorszego...
I wyszedł. Do tej pory go nie spotkałam.
Na następny dzień wyszłam ze szpitala z gipsem na ręce i bandażem na kolanie. Aha jeszcze dwa szwy na głowie. Po prostu cudnie. Odebrali mnie rodzice. Jechaliśmy autem do domu a ja wciąż nic nie mówiąc rozglądałam się za przyjaciółką. Mijaliśmy kolejne domy a jej nie było nigdzie widać. Dotarliśmy do domu, wysiadłam, wparowałam do domu i pobiegłam na górę. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam wszystkie kolorowe ubrania. Ktoś by pomyślał wariatka, jej przyjaciółka zniknęła a ona porządki w szafie robi. Tak, porządki ale te ciuchy już nigdy nie znajda się w tej szafie. Otwarłam okno i z furią zaczęłam je wyrzucać. Trochę mi to zajęło bo w końcu miałam jedną rękę w gipsie. Zostały mi jedne czarne spodnie, czarna spódniczka, której nigdy na sobie nie miałam i dwie czarne koszulki. Ubrałam spodnie i koszulkę... no nie powiem trochę mi to zajęło. Przetaczała się przeze mnie fala emocji. Opanowałam się trochę i rozejrzałam po pokoju. Różowo-niebieskie ściany i białe meble. Wszędzie poustawiane kolorowe kwiaty. Skrzywiłam się na widok tego wszystkiego i postanowiłam, że jak tylko odnajdę moją przyjaciółkę to robię remont w pokoju. Ściany będą czarne i bordowe. Meble również będą czarne a kwiaty nie mają prawa tu być. Nie chcę żadnego światła, tylko świeczki. Koniec ukrywania siebie.
Po cichu wymknęłam się z pokoju. Rodzice byli w salonie i niczego nie słyszeli. Na palcach podeszłam do drzwi i włożyłam moje jedyne czarne buty. Hmmmm teraz tak myślę, że zakupy też muszę zrobić. Zamknęłam drzwi i poszłam przed siebie. Gdzie ona może być? Cały czas to pytanie przechodziło mi przez myśl, gdy nagle poczułam chłód w piersi... O nie! Ruszyłam na cmentarz. Szłam szybko i nie patrzyłam nawet czy coś mnie nie najedzie, to nie miało sensu. W końcu zauważyłam że biegnę. Zaczęłam płakać, chyba moja świadomość wiedziała co się stało, ale nie chciała mi tego pokazać. Nie wiadomo kiedy dotarłam do cmentarza, nawet nie zauważyłam kościoła. Weszłam z trudem na mur i zeskoczyłam po drugiej stronie. Rozejrzałam się dookoła. Teraz ten cmentarz wyglądał inaczej. Jaśniejszy i czystszy a groby wyglądały na zadbane. Podeszłam do grobowca na którym spałyśmy. Od razu uklękłam i zaczęłam krzyczeć. Rozpłakałam się ale wciąż to widziałam. Na grobowcu było imię i nazwisko mojej najukochańszej przyjaciółki, mojej "siostry". Było tam napisane "Katarzyna Brown skazana przez świat na wieczne męki". Wiedziałam już że sen się sprawdził.

Super zakończenie *w*
OdpowiedzUsuń