sobota, 3 stycznia 2015

Sen

     Miałam wiele koszmarów z potworami, pająkami, lawą, tornadami, itd... ale nie bałam się. Ba! Od jakiegoś czasu bawiło mnie to. Dziś moja własna podświadomość zniszczyła mnie od strony psychicznej... znalazła ten czuły punkt, którym jest samotność.
Ogólnie to był lekko zakręcony sen, ale opowiem to jak najprościej.

     Przyszli do mnie znajomi z gimnazjum, przynieśli prezenty i kolorowe torty... miałam urodziny. Powiedziałam że mają wejść do domu i że za chwile przyjdę.
     Grałam w grę na powietrzu to była dziwna gra zmyślona przez moją psychikę, ale grałam w nią z jakimiś ludźmi na moim podwórku. Gra która pochłania cie do tego stopnia, że czujesz jakbyś w niej brał udział... co chwile włączasz ją od nowa bo przegrywasz. Jest jak poker... tracisz wszystko, ale po chwili wracasz do stołu z nowa sterta żetonów.
     Goście wyszli i powiedzieli, że idą do domów. Powiedziałam, że maja poczekać tylko chwilkę. Czas mijał przy grze bardzo szybko.Gdy skończyłam grę myslałam, że ich nie ma, że poszli i wtedy zobaczyłam jak się oddalają na mojej ulicy, więc pobiegłam za nimi
     Namówiłam ich żeby wrócili. Prawdę mówiąc zależało mi tylko na prezentach i tortach. Wróciłam i powiedziałam, że zrobię im herbatę oni w tym czasie zapalali świeczki na tych tortach.
     Weszłam do domu założyłam papcie. Zjawiła się mama,chciała koszule z suszarki przy której stałam, wiec podałam jej i wyszłam na werandę zapytać się o coś gości.
     Nie było nikogo... stało auto a stół na którym rozkładali torty zniknął.
     Nie było nic... ciemność.
     Po prostu sobie poszli, tak jak wszyscy inni.
     Moje uzależnienie i pazerność sprawiło, że zostałam sama... opuściła mnie rodzina, znajomi i ci z którymi świetnie mi się grało. Tak na prawdę nikomu nie zależało by przy mnie być. Każdy dostał to co chciał a jeśli nie otrzymał tego po prostu sobie poszedł, bo znudziło mu się czekanie.

    Sny bywają bardzo realistyczne, powinniśmy je analizować każdego ranka i wyciągać z nich wnioski. Sny nie biorą się znikąd. Pochodzą z naszej podświadomości a podświadomość zawiera to czego na co dzień nie dopuszczamy do swojego życia, wszystkie złe myśli, lęki.

Mam nadzieje, że mój sen da wam do myślenia.

wtorek, 12 sierpnia 2014

"Clava: Ceremonia"

         Para weszła do piwnicy budynku, przez sprytnie zamaskowane trwą drzwi w ziemi. W klubie było jeszcze cicho i nie paliły się żadne światła. Można było dostrzec kilka postaci siedzących na ziemi, ale nic innego nie było widać.
-Usiądź gdzieś i nic nie mów.-Szepnął Mortem.
-Okej-Odszepnęła dziewczyna jak najciszej potrafiła.
        Cisza trwała a w między czasie pojawiło się kilka dodatkowych postaci. Nagle ktoś zapalił świeczkę, po tym ruchu każdy po kolei zapalił swoją świeczkę przed sobą. Wiola spojrzała w stronę Kuby, on też miał swoją czarną świecę. Jako, że nie kazał jej nic mówić rozglądała się po pomieszczeniu w którym się znajdowali. Mury były ze zwykłej czerwonej cegły, ale były brudne, jakby od sadzy. Pomieszczenie było dość puste jak na piwnice. Na boku stał jakiś stół ze świecami. W dwóch miejscach stały szafki. Oczywiście szafki, stół jak i świece były czarne. Z resztą tego można było się spodziewać. Wiola zaczęła drżeć ze strachu gdy przyjrzała się tym wszystkim ludziom. Byli ubrani na czarno, mieli czarne włosy, dziewczyny miały mocne makijaże. Co ja tu robię?- pomyślała wiola. Serce jej zamarło gdy zobaczyła taki sam pentagram jak w salonie Mortem'a. Wiedziała już na pewno kim są. Powstało jej w głowie pytanie, co chcą z nią zrobić.
           Po kilku kolejnych minutach ciszy postacie zaczęły wstawać, byli różnego wzrostu, różnego wieku, niektórzy ładni, inni wręcz przeciwnie. To wszystko zaczęło przerastać młoda dziewczynę, bo łatwo było zauważyć, że była tu najmłodsza. Gdy spostrzegła, że Mortem kiwa dłonią żeby wstała, szybko się podniosła. Ledwo stanęła na nogi a wszyscy patrzyli w jej stronę. Wioli zakręciło się w głowie, ale nie upadła. Jedna z kobiet wysunęła się przed grupę.
-Widzę, że mamy gościa.- powiedział zaskakująco miłym głosem.- Jak masz na imię młoda damo?
          Mortem w między czasie stanął obok swoich kolegów i również jak oni wpatrywał się w dziewczynę.
-W... W... W... Wioletta- powiedziała przerażona.
-Nie bój się moja droga, nic ci tu nie grozi. Ile masz lat?
-Trzynaście... skończone.
-Jesteś bardzo młoda.-Kobieta zamilkła na chwilę.- Jak się tu znalazłaś?
-Jakub mnie przyprowadził- powiedziała z wahaniem małolata.
-Mówisz o Mortem'ie?
-Tak.
-A jak się poznaliście?
-Emmm... poznałam go w lesie. Chciałam się zabić, ale on mi nie pozwolił i zabrał mnie do siebie. Zostałam u niego na noc a dzisiaj zaproponował mi spotkanie z jego znajomymi.
-Dlaczego chciałaś się zabić?- Zapytała ze zdziwieniem mroczna postać.
-Moja babcia zmarła i chciałam iść do niej.
-Ale ty nie trafiłabyś do babci, trafiłabyś do lepszego miejsca.
-Mortem mówił mi to samo. Ale skoro miałam trafić do fajnego miejsca, dlaczego nie pozwolił mi tam iść?
-Bo jesteś za młoda.
-No tak, ale...
         Kobieta podeszła i przyłożyła jej palec do ust w geście uciszenia. Dziewczynka już nic nie powiedziała.
-Jutro wrócisz do domu, natomiast dziś przygotujemy ceremonie.
-Jaką ceremonie?
-Chyba chcesz dołączyć do naszego klubu, czyż nie?
-Trochę się boję, jesteście starsi.
-Ja wiem, że ty jesteś gotowa.
-Jestem?
-Tak. To co zaczynamy?
-Eee... dobrze.
         Wszyscy zaczęli coś szykować. Podchodzili do szafek wyjmowali jakieś przedmioty i ubrania, jakby peleryny. Po chwili wszystko było gotowe. Wszystkie świece były już na stole wraz z innymi, które również odpalono. Wszyscy mieli już na sobie czarne peleryny z kapturami. Wszyscy stali w półkręgu przed stołem. Wiola stała cały czas w jednym miejscu. W miedzy czasie policzyła ile jest osób. Wyszło, że jest ich aż dwudziestu dziewięciu, ona będzie tą trzydziestą. Wszystko działo się tak szybko, dziewczyna już nie wiedziała czy się bać, czy zaufać im. Czyjaś ręka dotknęła ramienia dziewczyny a ta przestraszona aż podskoczyła.
- Już czas- powiedziała Flamini, bo tak nazywała się najstarsza z klubu.
         Wioletta potaknęła głową i ruszyła w stronę ołtarza. Kiedy stanęła na przeciw niego zauważyła, że tuż za nim na ścianie jest namalowany odwrócony krzyż. Już nic nie robiło na niej wrażenia. Flamini stanęła na przeciwko niej.
-Cofnij się Wioletto.- Powiedziała stanowczo po czym obróciła się w stronę krzyża.- Najwyższa pora zacząć nasze spotkanie.
-Panie! Władco jedyny!-Wszyscy zaczęli mówić równo, jak modlitwę, bo to była jakby modlitwa.- Zechciej przybyć na ucztę! Demony! Zawitajcie do nas! Czas na msze! Czas na msze! Czas na czarną msze!
-O Panie któryś jest tu z nami!- Zaczęła dumnie kapłanka- Przyjmij tę dziewczynę do kręgu swego, by mogła ci służyć i wielbić cię!
        Kobieta zamilkła i podeszła do stołu, na którym leżała księga i kielich, których Wiola nie zauważyła wcześniej. Gdy Flamini obróciła się w stronę dziewczyny trzymała grubą księgę. Zaczęła czytać.
-Silentium. Daemones perveniunt.Venit tenebris. Umbrae mortuus. Malum wins. Bonitas evanescit. De Satana! Hoc est momentum sanguis.
        Kapłanka odłożyła księgę i wzięła kielich. Podeszła do pierwszego z półkręgu, ten zaś nożem rozciął wewnętrzną stronę dłoni, odczekał chwile z zaciśniętą pięścią po czym wlał parę kropel krwi do kielicha. Każdy robił dokładnie to samo. Na samym końcu stał Mortem, po oddaniu krwi chwycił kielich by Flamini mogła wlać swojej. Kielich był do połowy pełny. Kobieta podeszła do dziewczyny z kielichem w jednej dłoni i nie używanym przez nikogo wcześniej nożem w drugiej. Nóż podała dziewczynie i pokazała jej swoją rękę, wtedy dziewczyna spojrzała na nią z przerażeniem. Gdy kobieta nie zareagowała Wiola wzięła nóż i rozcięła mocno dłoń. Syknęła z bólu a w jej oczach pojawiły się łzy. Serce waliło jej jak oszalałe, kiedy kapłanka podstawiła jej kielich. Było po wszystkim, pozostał tylko ból.
-Pij!-Powiedziała ostro kobieta.
        Dziewczyna rozdziawiła usta, a ta ostro na nią spojrzała i podstawiła krew pod nos. 
-Pij!-
        Wioletta zrozumiała, że nie wymiga się, a jak nie wypije spotka ją surowa kara a może nawet śmierć. Z obrzydzeniem na twarzy wzięła kielich i szybko bez wahania wypiła całość. Napój był okropny, jakby piła roztopiony metal. Kapłanka wzięła jej kielich i odstawiła na ołtarz, po czym szybko obróciła się z powrotem.
-Noś te szaty z szacunkiem-mówiąc to pokazała na pelerynę trzymaną przez jedną z członkiń- chwal Pana i nie lekceważ Demonów, inaczej ciemność cię odnajdzie.-Kobieta wzięła szatę i pomogła założyć ją Wioli. Po czym dodała- Wioletto, teraz jesteś jedną z nas. Będziesz nosić imię Immortalem, czyli Nieśmiertelna.
        Wiola odetchnęła z ulgą, bo wiedziała, ze to już koniec.


niedziela, 10 sierpnia 2014

"Clava: Nienormalna normalność"

          Wioletta i Mortem pili razem herbatę. Dziewczyna rozglądała się po salonie. Widziała wiele domów, ale w takim jeszcze nie była. Wnętrze było ciemne, bordowe ściany, czarne świece, mroczne obrazy i te krzyże, ale to nie były zwykłe krzyże, one były obrócone. Na ciemnej drewnianej podłodze był namalowany ogromny pentagram. Mimo, iż Wiola miała tylko 13 lat wiedziała co to wszystko znaczy.
         Chłopak patrzył na nastolatkę z zaciekawieniem i niepokojem zarazem. Długo milczał, aż w końcu zadał pytanie.
-Dlaczego?
-Ale co dlaczego?-odpowiedziała pytaniem Wiola
-Dlaczego chciałaś się zabić?
-Nie chcę o tym mówić.
-Nie codziennie widuje się młodą dziewczynę w czerni piszącą testament.
-No bo... eh... jakiś czas temu zmarła moja babcia.- przerwała na chwile i zapatrzyła się na jeden z obrazów- Nie mogę się pogodzić z jej śmiercią, chcę być razem z nią.
-I tak nigdy z nią nie będziesz.
-Dlaczego?
-Bo nie jesteś taka jak ona, ty trafisz do lepszego miejsca. Tam gdzie jest ona nie byłabyś sobą.
-Ale jak to?
-Kiedyś sama zrozumiesz. A teraz daj sobie pomóc. Wyciągnę cię z tego. Zapomnisz o babci...
Wioletta poderwała się na nogi i zaczęła krzyczeć.
-Co ty sobie wyobrażasz? Ja nie chcę o niej zapomnieć! Za bardzo ją kochałam by zapomnieć o niej.
-Spokojnie- powiedział- usiądź. Źle się określiłem. Pomogę ci wymazać smutek z głowy.
Oboje zamilkli na dłuższą chwilę. Kuba wstał i podszedł do dziewczyny. Usiadł obok niej na kanapie i przytulił ją mocno. Wioletta na początku się spierała, ale później sama się przylepiła do niego i nie mogła się oderwać. Znów zaczęła płakać a on głaskał ją po głowie.
         Po jakimś czasie Wiola zasnęła. Mortem zabrał ją do swojej sypialni. Szedł korytarzem w podobnym klimacie jak salon, wszedł po schodach na piętro i zgrabnie otworzył drzwi do pierwszego pokoju. Położył dziewczynę na łóżku i wyszedł.
         Następnego ranka, gdy Wioletta otworzyła oczy o mało nie zeszła na zawał. Nad głową wisiał jej pająk. Zaczęła krzyczeć, sturlała się z łóżka i zaczęła się czołgać w stronę drzwi. Nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem i wpadł do środka prawie nagi Mortem.
-Co się stało?
-Pa... pa...pają!-wyjąkała z siebie dziewczyna wskazując na łóżko.
-O! Faktycznie.
Chłopak zabrał pająka wielkości połowy kciuka i wyniósł go do innego pokoju. Już uspokojona Wiola odprowadziła Jakuba wzrokiem. Miał na sb tylko czarne bokserki. Jego ciało było idealne, jak prawdziwego modela. Włosy miał rozczochrane, wyglądał przez to strasznie seksownie. Szybko wrócił do sypialni i stanął w drzwiach. Zauważył jak dziewczyna się w niego wpatruje. Podszedł do niej a ona onieśmielona spuściła wzrok. Wciąż siedziała pod ścianą, skulona i lekko drżąca. Mortem przykucnął na przeciw niej i chwytając ją lekko pod brodę uniósł jej głowę tak by spojrzała mu w oczy. Ona zaczerwieniła się i zaczęła chichotać.
-Wszystko dobrze?- Zapytał a ona przytaknęła- Wyspałaś się?-Znów przytaknęła.
Chłopak wstał i podniósł dziewczynę chwytając ją za dłonie. Dopiero teraz zauważyła, że jest wyższy od niej o ponad głowę.
-Zjemy coś?- Zapytał
-Z chęcią!- Odrzekła z radością
Wychodząc z pokoju obejrzała się za siebie i spostrzegła, że poza łóżkiem nic innego nie ma w pokoju. on również był utrzymany w ciemno bordowych barwach z czarnymi elementami.
        Po śniadaniu Wiola wzięła prysznic i wyprała swoje ubrania, w końcu nic innego nie miała. Na czas prania chodziła w wielkiej czarnej koszulce. Sięgała jej do kolan a rękawy były jej do łokci mimo, że to krótki rękaw. Wychodząc z łazienki z praniem wpadła na swojego "Wybawcę".
-Gdzie to powiesić?- Zapytała
-Daj mi to, powieszę to na dworze.
Podała Mortem'owi pranie i poszła do salonu. Dopiero gdy usiadła na kanapie uświadomiła sobie że pod tą bluzką jest zupełnie naga. A co jeśli on ma mroczniejsze myśli niż wygląd? Teraz już za późno by o tym myśleć, trzeba się mieć na baczności, pomyślała.
        Chłopak wrócił po paru minutach i usiadł na fotelu obok kanapy, aby nie krepować dziewczyny. Wciąż paradował w samych bokserkach, ale Wiola już się przyzwyczaiła do tego widoku. Znów zapadła krępująca cisza między nimi. Cisze przerwała Ona.
-Mieszkasz sam?
-Tak.
-A rodzice?
-Nie mam rodziców.
-Przykro mi.
-Ale mam wielu przyjaciół, którzy mnie wspierają i pomagają.
-Stad dom?
-Tak, wybudowaliśmy go razem, udekorowaliśmy, ale mieszkam sam.
-Nie mogli zamieszkać z tobą?
-Każdy ma swój dom. Lubimy samotność.
-To dlaczego mnie zaprosiłeś?
-Bo chce ci pomóc.- Chłopak uśmiechnął się szczerze.- A co do znajomych, to dziś mamy takie spotkanie. Może chcesz ich poznać?
-W sumie- zawahała się- z miłą chęcią.
-Fantastycznie!-Odparł Mortem pełen euforii.- Jak tylko twoje ubrania wyschną to pójdziemy do naszego klubu.
-Macie klub?- zapytała dziewczyna ze zdziwieniem
-Taki tajny.- Mówiąc to puścił jej oko.
         Wieczorem, kiedy ubranie Wioletty wyschło, wyszli z domu. Wyglądali razem tak mrocznie. On w czarnym płaszczu i glanach, ona w czarnej sukni. Szli ulicą obok siebie przy już zachodzącym słońcu. Jako że było lato słonce zachodziło późno. Ktoś się zapyta dlaczego Mortem nosi płaszcz latem? Ale tego to nawet najstarsi Indianie nie wiedzą.
          Nie szli długo, może jakieś 20 minut. Na dworze panował już pół mrok a w miejscu w którym byli nie było lamp. Sceneria wyglądała dość nieprzyjemnie. Obrzeża miasta, pojedyncze domy wśród pól pełnych zboża i kukurydzy, które w tym świetle wyglądały przerażająco. Jeden z domów był wyraźnie opuszczony, powybijane okna, zerwane dachówki, zamiast drzwi pojedyncze deski. Na widok tego domu Wioli wyszła gęsia skórka, przyspieszyła kroku, żeby jak najszybciej go ominąć. Niestety tak jak podejrzewała to właśnie ten dom był celem ich podróży.


niedziela, 5 stycznia 2014

"Clava: Samotność to taka straszna trwoga"

     Dla wielu samotnych ludzi każdy wieczór wygląda podobnie. Oglądanie telewizji, czytanie książki czy rozmyślanie. Nie ważne co robisz, zawsze masz w głowie jedną myśl. Jestem samotny. Tak samo było z życiem Wioletty. Odkąd skończyła liceum i wyprowadziła się od rodziców wiodła samotne życie. Nie spotykała się ze znajomymi czy rodziną. Była po prostu sama. Mieszkała w swoim domu, małym i przytulnym, ale to tylko pozory. Domek na obrzeżach miasta, perfekcyjny ogródek, spokój i cisza. Czego więcej chcieć?
     Co wieczór Wioletta siedziała w swoim sanktuarium. Jej dom był mały, ale zmieściły się w nim: kuchnia, salon, sypialnia, łazienka i jeszcze jeden pokój. W wolnym pokoju stworzyła swoją samotnię. Ściany były pomalowane na czarno, stół i krzesło były również w tym kolorze, dookoła stały wysokie świeczniki a na nich czarne świece. Na stole zawsze leżał czarny zeszyt, czarny długopis i czarna świeca. Ten pokój nie pasował do wystroju reszty domu, w którym królowały kolory ciepłe, tak jak nie pasowała do niego właścicielka.
     Już w gimnazjum Wioletta była nazywana "Mroczną Panią", "Złem", "Dzieckiem Szatana" czy  zwykłym "Satanistą". Wszystkie te przezwiska pasowały do jej wyglądu. Ubierała się cała na czarno, malowała bardzo mocno oczy i usta, oczywiście na czarno. Nauczyciele zwracali uwagę, straszyli, wstawiali nagany, dzwonili po rodziców, ale nic to nie zmieniło.
     Ludzie widzieli tylko jej wygląd a do wnętrza nikt nie zajrzał. Nie pytali jej jak się czuję. Nie pytali czy coś się stało. Nigdy o nic nie pytali. Nawet rodzice stali się obojętni w stosunku do niej. Dziewczyna zamknęła się w sobie, stworzyła swój mały świat i czekała już tylko na śmierć. Ktoś pomyśli zbłąkana trzynastolatka, ale to wszystko ma swój powód. Jeszcze w podstawówce była całkiem normalna, niestety we wakacje wszystko się posypało. Umarła jej babcia, którą kochała nad życie. Załamała się i przestała wierzyć w cokolwiek. Płakała całe noce i dnie, aż w końcu postanowiła, że chce dołączyć do swojej babci tam w zaświatach. Ubrała się w swoją najładniejszą sukienkę, była ona czarna, pomalowała paznokcie na czarno i założyła czarną biżuterię. Nigdy tak się nie ubierała, nawet nie próbowała. Tego dnia zmieniła kolor włosów na czarny i poszła do kosmetyczki aby zrobiła jej perfekcyjny,  mroczny makijaż. Tak ubrana i wymalowana wyszła z domu. Zabrała ze sobą torebkę w której miała nóż, kartkę i długopis. Poszła do lasu. Las do którego weszła był ogromny, nigdy w nim nie była. Znalazła jakiś ciemny kąt, usiadła i z zimna krwią zaczęła pisać. Dziękowała, przepraszała, prosiła. Gdy brakło jej miejsca z jednej strony, obróciła kartkę, ale nie zaczęła pisać dalej. Coś przykuło jej wzrok, a raczej ktoś. Jakaś postać stała kilka metrów od niej i ją obserwowała. Zachowała spokój lecz jej serce waliło jak oszalałe. Sparaliżował ją strach, kiedy sylwetka ruszyła się w jej stronę. Spostrzegła, że to chłopak, wyglądał na siedemnaście, osiemnaście lat. Był dość wysoki a taki przynajmniej się wydawał z pozycji siedzącej. Szczupły, ale nie chudy. Miał długie czarne włosy i ciemny płaszcz. Kiedy zbliżył się na metr i zatrzymał można było zobaczyć że ma delikatną urodę. Chłopak nie odrywał od niej wzroku i uśmiechał się promieniście. To speszyło Wiolettę i spuściła głowę. On widząc, że dziewczyna zaczyna się trząść, podszedł do niej schylił się i wziął ją bez słowa na ręce. Dziewczyna zaczęła szlochać, ale nic nie powiedziała, tylko go objęła. Trzymała cały czas swoją torebkę i list a on po prostu zaczął iść przed siebie. Dziewczyna nie myślała o niczym, po prostu płakała mu w ramie.
     Po długiej wędrówce chłopak postawił ją na ziemi. Stali przed pięknym domem. Wiola spojrzała na niego pytająco a on znów się tylko uśmiechnął. Złapał ją za rękę i zaprowadził do domu. Było cicho i dość ciemno. Kiedy weszli puścił jej dłoń i zamknął za sobą drzwi. Obrócił się do niej i w końcu się odezwał.
-Jak masz na imię?
-Wioletta a ty?
-Kuba, ale mów na mnie Mortem
-Okej...Mortem? Dlaczego mnie tu zabrałeś?- zapytała Wioletta pełna zdziwienia.
-Nie mogłem dopuścić do twojej śmierci.
-Ale...
-Skąd wiedziałem? Przecież to po tobie widać i to z daleka.
-Tak?
-Tak. Może się czegoś napijesz?
-Nie dziękuję. Chyba już pójdę.
-Nie wpuszczę cię teraz.- Promiennie się uśmiechnął- No przecież cie upolowałem.
Wioletta nie mogła uwierzyć, to wszystko było takie surrealistyczne. 





środa, 30 października 2013

"Cienie: Szara rzeczywistość"

Po tym co zobaczyłam wymiotowałam bardzo długo. Karetka, która wcześniej widziałam, jak się później okazało, zabierała mamę Ani. Policjanci powiedzieli mi, że dostała zawału. Nie byli pewni czy ratownicy ją uratują. Sceneria w około była przerażająca. Wszędzie była krew Ani, ludzie z góry wciąż się wszystkiemu przypatrywali z przerażeniem, aż miałam ochotę krzyknąć im "Lubicie patrzeć na cierpienie ludzkie?! Kochacie trupy?!", ale się powstrzymałam bo to i tak by nic nie dało. Tata ani pojechał za karetką. Zachował zimną krew. Podziwiam go. Ja cały czas siedziałam obok miejsca gdzie leżała Anka. Jej już tam nie było, zabrali ją do lekarza sadowego aby dokładnie zbadał przyczynę zgonu. Przez to wszystko zapomniałam co zrobiłam w nocy.
Następnego dnia, gdy wszyscy trochę ochłonęli, zaczęły się przesłuchiwania. Ja poszłam na pierwszy ogień, następnie byli rodzice zamordowanej oraz moi. Przesłuchano wszystkich uczestników imprezy ale nikt tak na prawdę nie wiedział co się z nią stało. Chłopak, który zabawiał się z moją przyjaciółką nazywał się Krystian Szmal. Był tak schlany, że prawie nic nie pamiętał. Ja nic na to wszystko nie mogę poradzić. Rozpoczęto porządne śledztwo. Odciski palców, szukanie nasienia w ciele zmarłej. Niestety dużo wskazywało na Krystiana, ale coś mi się wydaje że to nie on.
Minął tydzien od tej straszliwej tragedii. Policja cały czas poszukiwała winnego. Mama Ani zmarła... mimo iż lekarze ją uratowali wtedy. Ojceci ani już zgiety, całkiem się złamał. Zabrali go do psychiatryka, ponieważ chciał popełnić samobójstwo. Napisał nawet list pożegnalny, który dano mi później do odczytania.

Droga Karolino!

Po przeczytaniu tego już mi było gorąco.

Straciłem moją jedyną córeczkę i ukochaną żonę. Zabijam się, bo chcę być z nimi. Pewnie myślisz, że mam ci za złe to, że poszłyście na tę imprezę. Kochana wiedz, że nie. Skąd miałyście wiedzieć o tym co miało się stać. Policja mi powiedziała że to musiało być zaplanowane już wcześniej. Szukają tego mordercy, ale to czy go znajda nie ma już dla mnie większego znaczenia. Chcę je mieć przy sobie. Satysfakcja z ukarania zbrodniarza nie satysfakcjonuje mnie. 
Nie rozpisuje się więcej, bo nie chcę się wyżalać. To nie ma sensu jak moje życie. 
Dziękuje ci za to, że byłaś dla naszej córki jak siostra. 
Andrzej Koczyński
Ojciec Ani

Po przeczytaniu tego jeszcze bardziej wzięłam winę na siebie. Wiedziałam, że to ja ją namówiłam na te imprezę i to ja zostawiłam ją sama z obcymi ludźmi. Postąpiłam samolubnie idąc do łóżka z Adamem. Ja mam teraz jego. Chodzimy ze sobą, on wspiera mnie a ja jego. Tak straszliwie przejął się tym co się stało. 
Mijał czas a śledztwo dochodziło do końca. Policja prawie była pewna kto dokonał zabójstwa. Były na ciele Ani jego odciski palców. Jego nasienie również. Ale to nic bo można by było powiedzieć, że po prostu się z nią przespał jak Krystian. Ten który był winny miał powody by ją zabić. Na imprezie był chłopak o imieniu Martin. Jego ojciec był Turkiem a matka Polką. Kiedyś zakochał się w Ani i zapytał się jej czy chce z nim chodzić. Niestety jej nie pasowało to że jest tylko w połowie Polakiem. Była rasistką i nie tolerowała ludzi innych narodów. Powiedziała mu wtedy:
-Spadaj na drzewo turecka małpo! Łazisz za mną od miesiąca jak cień. nie będę chodzić z jakimś brudasem.
Martin popłakał się i uciekł. Tę akcje widziała połowa szkoły. Dodatkowo ktoś to nagrał i wstawił na YouTube. Filmik rozszedł się po całej szkole. Marti był wyśmiewany i dręczony. Chłopak się załamał. Rodzice zdecydowali, że sprawę wniosą do sądu przeciwko temu, który opublikował ten film. Sprawa nie skończyła się do tej pory. A on wyprowadził się do innego miasta. 
Ale powstało pytanie. Jak dowiedział się o imprezie? Kto go zaprosił? Obawiam się, że jego wspólnikiem był Karol. Ale policja nigdy tego nie dowiodła mimo iż im wspominałam  o tym. 
Ostatecznie martina skazano na 25 lat więzienia. Morderstwo ze szczególnym okrucieństwem i gwałt. Od morderstwa do sprawy w której został skazany minęły cztery miesiące.
Jakiś czas po tej rozprawie zauważyłam że strasznie przytyłam. Myślałam że to ze stresu, ale gdy przeglądałam diety w internecie olśniło mnie. Pomyślałam o jednym i się popłakałam. Nie mówiłam nic rodzicom przez następny miesiąc, bo nie byłam pewna, ale w końcu nadszedł czas.
-Mamo? Możemy pogadać?
-Oczywiście słoneczko.- Promieniście się uśmiechnęła i odłożyła książkę.- O co chodzi złotko?
-Bo jest taka sprawa...-Przerwałam i opuściłam wzrok na dół po czym się rozpłakałam.
Mama podeszła i mnie przytuliła.
-Ależ skarbie nie płacz. Powiec co się stało.
-Jestem w ciąży- Powiedziałam to krzycząc przez łzy. byłam pewna w stu procentach. Zrobiłam trzy testy ciążowe a brzuch miałam już dość duży by to się potwierdziło.
Mama rozdziawiła lekko usta ze zdziwienia, ale nie wyglądała na złą. Przytuliła mnie mocno i już o nic nie pytała. Siedziałyśmy tak chyba z pół godziny aż wszedł tata. Usłyszałam, że wchodzi po schodach i jak otwiera drzwi.
-Kochanie jestem!- wszedł do pokoju i jak tylko nas zobaczył na jego twarzy pojawiło się zmieszanie, przerażenie i smutek razem wzięte.- Co się stało?
-Karolina...- Mama przerwała bo nie wiedziała czy chcę aby tata wiedział. Spojrzałam na nią i lekkim kiwnięciem głowy dałam jej znak że może powiedzieć.
-Co Karolina?- zapytał zniecierpliwiony tata
-Karolina... jest w ciąży.- Ja znów się rozszlochałam, kiedy mama to powiedziała.
Tata zareagował tak samo jak mama. Rozdziawił usta i podbiegł do mnie by mnie przytulić. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam w jego oczach łzy.
Na następny dzień zdecydowałam, że pójdę do Karola i powiem mu o ciąży. Cały czas byliśmy ze sobą. Poszłam do niego na nogach, aby po drodze obmyślić jak mu to powiedzieć. Wiedziałam, że zrozumie... w końcu to jego dziecko.
Gdy doszłam do jego domu chwilę się zawahałam, ale w końcu zadzwoniłam. Ku mojemu zdziwieniu otworzył nie kto inny jak jego mama.
-Oh Aniu! Miło mi cie widzieć.
-Dzień dobry pani. Jest Karol?
-Jest, już go wołam.
-Nie nie, sama pójde do niego. Jest u siebie?
-Tak u siebie.
Przepuszcza mnie i wchodzę znów po tych piekielnych schodach. W dzień to wszystko wygląda elegancko a nie mrocznie. Jest tu tak czysto, a brak tańczącego tłumu nastolatków powoduje że cały dom wydaje się jeszcze większy. Przypominam sobie jak on prowadził mnie po tych schodach. Przeszłam korytarzem i doszłam do jego drzwi. Zapukała, otwarłam je i wsunęłam głowę. Stał już twarzą do drzwi.
-Karolina? A co ty tu robisz?
-Twoja mama mnie wpuściła.- Obdarzyłam go pięknym uśmiechem a on go odwzajemnił. Podeszliśmy do siebie i namiętnie się pocałowaliśmy. Odsunęłam się lekko od niego i spojrzałam mu w oczy. Dostrzegłam w jego spojrzeniu ogromne pożądanie. Mój uśmiech zniknął.
-Kochanie... musimy poważnie porozmawiać.
-Ty i poważna rozmowa? Niespotykane.- Zażartował sobie i znów chciał mnie pocałować. Odsunęłam się od niego jeszcze trochę i spojrzałam na niego z miną mówiącą "Nie teraz!"
-O co ci chodzi?- powiedział oburzony, że nie może mnie pocałować.
-Usiądźmy może.-Siadamy i pokazuje mi że mam mówić- Pamiętasz tę feralną noc gdy zginęła Ania?- Potaknął a ja mówiłam dalej.- Kochaliśmy się wtedy.
-Taaaak pamiętam kocie. Było nam tak bosko.
-Nie w tym rzecz.
-Nie rozumiem.... wciąż obwiniasz się o Jej śmierć? Nie mogłas wiedzieć. Przecież już mówiliśmy o tym.
-No tak ale o to też mi nie chodzi.- spojrzał się na mnie pytająco- Karol... ja... ja...-zawiesiłam się i spósciłam głowę.
-Powiesz mi w końcu?
-Ja jestem z tobą w ciąży.
Zatkało go. Otwarł szeroko oczy i usta. Zrobił się czerwony, zerwał się z łóżka i się zaczęło.
-Ty głupia kurwo!- Teraz to ja rozdziawiłam usta.- Ty pierdolona dziwko! Wskakujesz mi do łózka i teraz co?! Myślisz, że będę ci bachora wychowywał? Ty mi się nawet nie podobasz. Planowałem cie przelecieć w tym tygodniu i cię rzucić a ty przychodzisz do mnie z czymś takim?!
-A... a...a...ale...
-"Ale mówiłeś, że kochasz?" Jezu jaka ty naiwna! Byłaś moja zabawką... chodziłem z tobą dłużej, bo chciałem pokazać innym jaki jestem czuły. Żeby inne na mnie leciały.- Złapał powietrze i darł się dalej.- Przeleciałem w tym czasie nie jedną, nie dwie a ze dwadzieścia debilko!
-Ty gnoju!- Wydusiłam zdławionym głosem i się rozpłakałam.
-Nie becz mi tu! Wypierdalaj z mojego domu i więcej się nie pokazuj!- Wstałam a on mnie popchnal w stronę drzwi.- Idź się wypłakać w ramie przyjaciółeczki... a no tak ona już zdechła.
To był cios. Z płaczem wybiegłam z jego pokoju. Przebiegłam przez korytarz i zbiegając po schodach o mało co się nie przewróciłam. Jego mama to zauważyła.
-Karola co się stało?- Zapytało zatroskana.
Minęłam ją i wybiegłam z domu. Biegłam biegłam aż w końcu potknęłam się i wywróciłam. Leżałam przez chwilę na chodniku ciągle płacząc. Podjęłam decyzję. Wstałam i pobiegłam dalej. Po jakimś czasie. Kompletnie wyczerpana stanęłam obok mostu z którego zrzucono Anie. Klęknęłam i zaczęłam krzyczeć. Ludzie omijali mnie obojętnie. Wstałam i podeszłam na środek mostu. Stanęłam na barierce i powiedziałam "Aniu idę do ciebie". Wtedy chciałam skoczyć, gdy nagle ktoś pociągnął mnie do tyłu. Upadłam na plecy. Uderzyłam się w tył głowy i straciłam przytomność.
Obudziłam się w szpitalu. Spojrzałam na to wszystko dookoła. Zwykły pokój szpitalny.  Wszędzie sprzęt wskazujący moje funkcje życiowe. Udało mi się odkryć i spostrzegłam że mój brzuch jest znacznie mniejszy. Zrozumiałam to w jednej sekundzie. Poroniłam.
Po miesiącu wypuścili mnie ze szpitala. Byłam po leczeniu psychiatrycznym. Wróciłam do domu i wzięłam do ręki ten zeszyt w którym właśnie pisze. Siedzę na łóżku od dwóch godzin i piszę to wszystko. Obok już naszykowałam sobie nóż. Za chwilę sięgnę po niego i spełnię to o czym myślałam od chwili wybiegnięcia z Jego domu.
Zostawię to i krótki list. Już go napisałam. Napiszę jego treść tutaj.

Mamo, tato!

Wiem, że moja śmierć was zaboli, ale proszę zrozumcie mnie. Mam dość życia. Zostałam potwornie zraniona. Robiliście co mogliście i za to wam dziękuję. Kocham was, ale nienawidzę siebie. Idę do nieba, do Ani i jej mamy. Do mojej nienarodzonej córeczki. Proszę nie obwiniajcie siebie za to. Adoptujcie jakąś małą dziewczynkę. Nie mam wam tego za złe. Dajcie jej miłość i pamiętajcie, że będę szczęśliwa jeśli wy będziecie. Jeszcze raz dziękuję wam za wszystko i żegnam się z wami. 
Mam do was tylko jedną prośbę. Zeszyt który leży obok mnie, jest dla pokazania tego co się ze mną stało. Dopiszcie końcówkę. To moje pragnienie. 
Kocham Was
Karolina 

To treść tego listu. Tu zostawiam już miejsce dla rodziców. Żegnam się ze światem.  








Jest 27 grudnia. W końcu zdecydowaliśmy się dopisać na życzenie naszej córki końcówkę opowieści.
Karolina popełniła samobójstwo. Pocięła sobie całe ciało po czym wbiła nóż w serce. Lekarz sądowy stwierdził zgon po kilku minutach. Odnaleźliśmy ją w pokoju około godziny 20. Zmarła o godzinie 19 12listopada. Spóźniliśmy się o tak nie wiele. Nasz córka wbijając nóż sobie w serce wbiła go również nam. Dziś nie ma jej na świecie, tak jak jej dziecka, przyjaciółki i jej matki. 
Zgodnie z sugestią córki adoptowaliśmy 5letnią Justynkę. Zastępuje nam Karolinkę ale to nie to samo. To koniec tej smutnej historii. 

Podpisali rodzice Karoliny
Aneta i Paweł Witeccy.









poniedziałek, 23 września 2013

"Cienie: Most"

Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Zorientowanie się gdzie jestem zajęło mi dobre kilka minut i wtedy przypomniałam sobie co zrobiłam. Co ja zrobiłam- pomyślałam- To nie może być prawda, to był sen. Rozejrzałam się dokładnie po pokoju Adama. Wszędzie były nasze ubrania a my nago leżeliśmy w łóżku. Jako, że on jeszcze spał wyślizgnęłam się z łóżka i szybko ubrałam.  Spojrzałam na niego i posmutniałam. Wyszłam z pokoju i natknęłam się na przystojniaka, który bawił się wtedy z moją przyjaciółką. Był rozczochrany, ale i tak wyglądał sexy. Ciało modela, niebieskie oczy i blond włosy. Miał na sobie tylko bokserki. Ohhh jakie ciacho.
- Hej- powiedziałam
-Sieeema.
-Gdzie jest Anka?
-Ktooo?
-No Ania tańczyłeś z nią wczoraj.
-Aaaaa to wiem.
-To gdzie ona jest?
-Tańczyliśmy i piliśmy... dużo piliśmy. Skubana się trzymała. Poszliśmy do tego pokoju-wskazał pokój z którego wyszedł- No i wiesz...
-Śpi jeszcze?
-W tym sęk, że jej tam nie ma. Chyba zwiała.
Zerwałam się od razu i pobiegłam na dół. Wszędzie były porozwalane śmieci i powylewane napoje. Ciekawe kto to będzie sprzątał? Przebiegłam prawie cały dom i nigdzie jej nie widziałam.
Wybiegłam z tego domu. Chwyciłam telefon, który na szczęście włożyłam do kieszeni, gdy wychodziłam z pokoju Adama. Wybrałam numer Ani i szłam już w kierunku jej domu.
Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci, czwarty piąty i poczta:
-Aniu oddzwoń!
Dzwoniłam cały czas i szłam coraz szybciej. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Nie wyszła by pół pijana z imprezy. Znam ją.
Doszłam do jej domu, zadzwoniłam do drzwi z nadzieją, że ona tam będzie. Gdy jej mama otwarła tylko drzwi zapytałam:
-Jest Ania?
-Nie... myślałam, że jest u ciebie.
-Byłyśmy na imprezie i znikła!
- A... a... ale... jak to?
-To teraz mało istotne. Mam złe przeczucia. Trzeba ją szukać.
-Dzwonie na policje!
-Nie... policja nic nie zdziała, ponieważ musi minąć jakiś czas od zginięcia.
-To co robić?
-Szukać na własną rękę. Ja idę po rodziców i poszukamy w północnej części miasta a państwo niech idzie na południe.
-Gdzie szukać?
-Tam gdzie nastolatka może popełnić samobójstwo lub tam gdzie mogła zostac wywieziona.
Mama Ani jęknęła i wbiegła do domu. Nie miałam na co czekać. Pobiegłam do domu. Po drodze kilka razy się potknęłam i upadłam. Zdarłam sobie całe kolana i ręce. Ale dlaczego mam się użalać na tym, że jestem brudna i krwawię, jak moja przyjaciółka może już nie żyć?
Opowiedziałam rodzicom wszystko od początku w szybkim skrócie. Przejęli się i rozzłościli. Kazali mi się umyć bo wyglądałam jak fleja. Dziwne że nie zauważyli krwi która ściekała mi po prostu wszędzie.
Wzięłam bardzo szybki prysznic w lodowatej wodzie. Zabandażowałam sobie wszystkie rany i ubrałam luźniejsze spodnie i bluzę o dwa rozmiary za dużą. Wszystko w czerni, ponieważ nie miałam humoru i moje myśli były czarne.
Pojechaliśmy szukać Ani. Zaczęliśmy od cmentarzy, kościołów, najciemniejszych zaułków do których chodziłyśmy. Następnie zaglądałam pod każdy most i czasem jak mijałam duży kontener, zaglądałam do niego. W pewnym momencie zadzwonił telefon. Odebrałam i usłyszałam rozhisteryzowany głos mamy Anki. Zrozumiałam z tego co mówi tylko: most, Ania, martwa. Rozłączyła się i już więcej nie odbierała. Wraz z rodzicami doszliśmy do wniosku, że po południowej stronie jest tylko jeden most... ten najwyższy.
Gdy dojechaliśmy na miejsce było mnóstwo ludzi. Pogotowie właśnie kogoś zabierało a policja krążyła jak powalona.
Przebiłam się przez tłum i przez barierkę zobaczyłam, że moja najlepsza przyjaciółka leży martwa na torach kolejowych. Było wysoko więc nie widziałam jej dokładnie. Postanowiłam zejść tam. W połowie drogi zatrzymał mnie policjant.
-Proszę pani tu nie wolno teraz chodzić.
-Ja muszę do niej iść!-wykrzyknełam
-Pani ją zna?
-To moja przyjaciółka imbecylu!
-Rozumiem, że jest pani w szoku, ale to nie znaczy, że nie mogę pani ukarać za obrazę funkcjonariusza na służbie.
-Chuj mnie to obchodzi!-Kopnęłam go z całej siły i kiedy on się zwinął z bólu ja pobiegłam na dół. 
To co zobaczyłam było straszne. Zmasakrowane ciało... jakiegoś człowieka. Jedyne co mnie utrzymywało przy tym, że to właśnie Ania to te piękne włosy. Była cała połamana, sina od siniaków i... miała poderżnięte gardło. Sama sobie tego nie zrobiła.






wtorek, 20 sierpnia 2013

"Cienie: Namiętność i miłość"

Anna to była taka dziewczyna jak ty czy ja. Wysoka, zgrabna, ładna. Inteligentna, sprytna i wygadana. No cóż po prostu ideał, a przynajmniej jak dla mnie. Miała takie zielone oczy i długie, proste, czarne włosy; duże usta i prosty, zgrabny nosek. Jej blada karnacja wprawiała mnie w oszołomienie. Kochała wampiry i zawsze dziękowała matce naturze, że wygląda tak jak one. Niestety pewnej nocy straciła to wszystko...
-Ania!
-Tu na górze!
Wbiegłam po schodach na górę i wpadłam do jej pokoju. Był kolorowy i taki przytulny. Wszystko poukładane i posprzątane do perfekcji. Cała Ania.
-Nie uwierzysz kto do mnie napisał!-krzyknęłam
-Po pierwsze, jak tak mówisz to tak musi być a po drugie... przestań krzyczeć!
- No okej okej. Karol ten, no wiesz, dwa lata starszy.
-Ooooo! Faktycznie bym nie uwierzyła. I co chciał?
-Zaprosił mnie do siebie do domu na impreskę. Bedzię około trzydziestu osób.
- I co? Zgodziłaś się?
- Pokarze ci sms'a którego mu wysłałam.
-Zobaczmy.- Wzięła mój telefon i zaczęła czytać na głos- "Tak w zasadzie to w tę sobotę mi się nudzi i mogłabym wpaść, ale chciałabym przyjść z moją przyjaciółką." No no... zobaczmy co odpisał.
I wtedy zaniemówiła.
-Bardzo zdziwiona?- zapytałam
-Eeeeee... noooooo... O co mu chodzi pisząc: " Mój kolega się nią zajmie, nie będziesz się musiała martwić."
-Nie wiem, ale brzmi dość fajnie. Nie będziemy same... tak jakby.
Wtedy obie zaczęłyśmy się śmiać z tego.
Jak już się uspokoiłyśmy trochę to zaczęłyśmy gadać co na siebie założymy.
-Nigdy nie byłam na prywatce.-powiedziała
-Ja też nie. Co my założymy?
-Coś kuszącego ale nie zbyt rzucającego się w oczy.
-Zgadzam się w stu procentach.
-Pomyślmy jakie ciuchy mamy i co się nadaje.
-Ja sądzę że ta twoja czarna mini i szpileczki czerwone były by w sam raz.
-Ale co do tego? Czerwona bluzka odpada, bo za bardzo zauważalna. Może też czarna?
-Wyglądało by super! I te twoje włosy. Rozpuścimy je a makijaż zrobimy subtelny ale wyraźny.
-Oczywiście czerwone cienie.
-Jasne, że tak. A co ja mam założyć?
-Ja cię na spódniczkę nie namawiam, bo wiem że ich nie nosisz. Tak samo jak szpilki. Możeeee...hmmm... spodenki czarne i do tego granatową bluzkę na ramiączkach?
-I do tego te niskie trampki. Są granatowe więc będzie fajnie wyglądać.
-Włosy wyprostujemy i upniemy w kitkę.
-A makijaż taki jak zawsze. Błyszczyk i mocno zaznaczone oczy kredką.
-Właśnie to mi chodziło po głowie.
Później gadałyśmy o istnych pierdołach... jak zawsze.
Nadszedł ten wieczór, wyszykowałyśmy się tak jak było w planach i poszłyśmy do domu Adama. Szczerze? Wyglądałam przy Ani jak szara myszka, ale mówi się trudno. Grunt że w szpilkach i tak była niższa.
Muzyka już grała a na podjeździe stało kilka aut. Byłyśmy spóźnione jakieś 30min. Może dobrze, bo nie jesteśmy pierwsze i wmieszamy się w tłum a po za tym impreza już się na pewno trochę rozkręciła. Zadzwoniłam i otwarł nie kto inny jak sam Adaś.
-Cześć dziewczyny!-musiał krzyczeć abyśmy go słyszały.-Czekałem na was! Już myślałem, że się nie pojawicie! Są prawie wszyscy!-Dopiero teraz dał nam dojść do słowa.
-Sorki za spóźnienie ale musiałyśmy iść na nogach!-powiedziała Anka
-Trzeba było dzwonić! Przyjechałbym po was!
-Nie no, przynajmiej nawdychałyśmy się świeżych spalin!-dodałam ja
Wtedy wszyscy wybuchliśmy śmiechem i Adam zaprosił nas do środka. Jak się domyślacie jego dom był wielki. Rozejrzałam się dookoła i widziałam przeróżnych ludzi. Spojrzałam jak ubrane są dziewczyny. Stwierdzam iż obie ubrane byłyśmy odpowiednio. Tu każdy był ubrany jak chce. Od miniówki po jeansy. Od koszuli po zwykły t-shirt. Z chwilowego zamyslenia wyrwał mnie gospodarz.
-Hej księżniczko!
Zdziwił mnie ten zwrot.
-Tak?
-Twoja koleżanka już ma swojego partnera i tańczy, to może my pójdziemy w ich ślady?
-Nie za bardzo lubię tańczyć, ale mogę zrobić wyjątek.
Weszliśmy w ludzi i zaczęliśmy tańczyć a tak w zasadzie to podskakiwać i ocierać się o siebie nawzajem. Nie wiem skąd u mnie takie umiejętności "taneczne". Ludzie dookoła świetnie się bawili, z resztą tak samo jak i ja. W momencie gdy byłam tyłem do niego, objął mnie i nachylił się do mojego ucha.
-Może mała przerwa? Napijemy się czegoś.
Lekko się okręciłam i kiwnęłam głową zgadzając się. Wypuścił mnie z objęć i chwycił za dłoń. Przeciskaliśmy się przez tych wszystkich ludzi. Chyba było ich więcej niż 30. Prowadził mnie na górę. Obejrzałam się za siebie, aby sprawdzić gdzie moja przyjaciółka. Zajęło mi to chwilkę, ponieważ cały czas szłam po schodach. Jest! Bawi się z jakimś przystojniakiem. Obróciłam się i dalej wspinałam się po schodkach. Co one takie długie? No! W końcu się skończyły. Widziałam długi korytarz pomalowany na bordowo a na ścianach były lampy w kształcie świec. Piękne! W moim stylu. Doszliśmy do końca korytarza i weszliśmy w drzwi na prawo.
-To mój pokój.-Tu było cicho i już nie musieliśmy krzyczeć.
-Jej! Nidy nie widziałam tak mrocznego pokoju!
Cały pokój był pomalowany na czarno. Meble były bordowe a łóżko takie gotyckie. Nie wiedziałam, że on lubi takie klimaty. Były zapalone świeczki. Były po prostu wszędzie. Podeszłam do łóżka i dotknełam go palcami. Usiadłam... było takie miękkie.
-Mogę się położyć?
-Jasne. Napijesz się czegoś?
 Położyłam się na tym pięknym a za razem przerażającym łóżku. Nogi mi zwisały bo jeszcze miałam buty.
-A co proponujesz?- okręciłam głowę w jego stronę
-Wszelakie alkohole.
-To może whiskey z colą.
-A jakie bo mam...- nie pozwoliłam mu dokończyć. Weszłam mu w słowo.
-Nie wymieniaj mi nazw ani rodzajów i tak się nie znam. Ty wybierz jakieś.
Obrócił się do barku i nalewał. Miał nawet tam chłodziarkę małą z lodem.
-Proszę.- Powiedział podając mi
Usiadłam na łóżku i wzięłam drinka. Przysiadł obok mnie. Zaczęliśmy gadać. Rozmowa się kleiła a czas leciał. Kolejny drink i coraz więcej śmiechu. Następny i następny...
-Masz mocną głowę kotku!-powiedział mi na ucho. Siedzieliśmy na poduszkach oparci o ramę łózka, ale obróceni lekko do siebie.
-Tylko ci się wydaje.-szepnęłam już lekko bełkocząc. No dobra lekko to za mało powiedziane.
-Mam na ciebie ochotkę
-Tak?-Zapytałam flirciarsko 
-Tak
I wtedy odłożył resztę mojego i prawie całego swojego drinka na szafkę nocną. Zakradł się do mnie na czworaka. Ja w tym czasie kiedy on odkładał te drinki położyłam się. Stanął nade mną, oczywiście na czworaka, zniżył się lekko i powiedział:
-Kocham cię i zawsze kochałem. 
I wtedy schylił się mocniej i namiętnie pocałował. Wtedy to już poszło samo. Zaczęłam rozpinać guziki przy jego czarnej koszuli. On rozpinał mi spodnie. Robiliśmy to szybko. Zdjęłam mu koszulę i rzuciłam ją na podłogę od już uporał się z zamnkiem i guzikiem więc uniosłam biodra i on je zdjał ze mnie. Stanął na łóżku i zdjął spodnie. Ja usiadłam i szybkim ruchem pozbyłam się bluzki. Położył się na mnie i znów mnie całował. Jego ręce sunęły po mojej tali a moje po jego plecach. Przestał mnie całować i osunął się niżej, rękami przejechał po brzuchu i zaczął zdejmować mi majtki. Pomogłam mu w tym. Pocałował mnie tam i zaczęła się wtedy cześć druga i już było bardzo przyjemnie. Później zdjął bokserki a ja stanik. Pochylił się znów i mocno pocałował. Odwrócił lekko moją uwagę kładąc rękę na mojej piersi i wtedy wszedł. Jęknęłam, ale czułam w tym samą przyjemność.
 Próbowaliśmy różnych pozycji. Ale w pewnym momencie poczułam że oboje dochodzimy. Był we mnie, czułam go wyraźnie i nagle...doszliśmy. Wyszedł ze mnie i położył obok mnie. Obróciliśmy się do siebie.
-Kocham cie.-szepnęłam i przytulił mnie mocno do siebie. Zasnęliśmy...